• Grecja,  Peloponez

    Zapomniany Bajkowy Zamek

    Na południowo-zachodnim Peloponezie, w malowniczej, rybackiej wiosce Agrilos znajduje się tajemniczy zamek. Wygląda, jakby powstał z innej epoki i gdyby ktoś kazał Wam zasłonić oczy, aż do momentu dotarcia pod niego, moglibyście pomyśleć, że dotarliście do Disneyland. Niewiele osób wie o jego istnieniu, a mimo to, jest to jeden z najbardziej wyjątkowych i nietypowych budowli w Grecji.

    Zamek znajduje się tuż nad morzem, wygląda jak z innego świata, jakby osadzony tutaj przypadkowo. Ten imponujący zamek oraz potężne posągi w jego otoczeniu, to mieszanka różnych wątków z greckiej i zachodniej mitologii oraz różnych historii, od wojny trojańskiej, aż do rewolucji greckiej w 1821 roku. Można tutaj podziwiać majestatyczne baszty, zbroje rycerskie, strzelnice, herby, oraz ogromnego konia trojańskiego, w którego wnętrzu niegdyś znajdowała się biblioteka, oraz wielkie postacie Posejdona, Ateny, Pegaza i wiele innych.

    Kiedy i w jakim celu został wybudowany ten bajkowy zamek?

    Budowa zamku została ukończona w 1960 r. przez greckiego lekarza, urodzonego w U.S.A. Harry’ego Fournier’a, który dorobił się wielkiego majątku pracując jako chirurg w Chicago. Po przejściu na emeryturę powrócił na ziemie swoich przodków, tj. Filiatra, gdzie chciał zostawić swój ślad, jako dobroczyńca miasta, z którego pochodziła jego rodzina. Stworzył centrum kulturalne, a także szereg zabytków, takich jak 26-metrowa kopia wieży Eiffla z kutego żelaza, przy wjeździe do miasteczka, metalowy Globus Geograficzny przed miejscowym liceum i Bajkowy Zamek w Agrilis, na którym znajdują się dwie tablice pamiątkowe. Na jednej z nich widnieje napis: „Powinniście doceniać człowieka nie ze względu na jego majątek lub zakres jego wiedzy, ale szczęście, jakie przynosi otaczającym go osobom”. Natomiast na drugiej napisano: ”Abyśmy wszyscy pamiętali baśnie, które tak słodko opowiadała nam babcia”.

    Na przestrzeni dziesięcioleci zamek cieszył się dużą popularnością i funkcjonował, jako miejsce przedstawień teatralnych i artystycznych, muzeum, miejsce rekreacji i wypoczynku, a nawet hotel. Lata świetności ma już za sobą, jednakże podczas greckich wakacji, codziennie podjeżdża tutaj kilka samochodów z turystami, na których twarzach, na widok zamku, pojawia się radosny i nostalgiczny uśmiech.

    Ten tajemniczy i niesamowity zamek wywołuje mieszankę dziwnych uczuć z powodu niezrozumiałości jego poplątanych historii i furii kolorów. Osobiście, gdy tylko go ujrzałam, wybuchłam szczerym śmiechem, tyle tu wszystkiego… kicz i przerost formy nad treścią, ale w takim pozytywnym znaczeniu. Jednocześnie byłam pełna podziwu dla pomysłodawcy, który z pewnością włożył w ten projekt swoje serce i zainwestował sporo pieniędzy oraz czasu na budowę.

    Obecnie to oryginalne i wyjątkowe miejsce niszczeje, zamek jest zamknięty, a jego jedynymi, stałymi gośćmi są liczne jaskółki, których gniazda przytwierdzone są w różnych zakamarkach zamku. Stowarzyszenie, które zarządza zamkiem, nie jest w stanie pokryć kosztów utrzymania i niezbędnych prac, a gmina nie podejmuje żadnego działania. Jednak bez względu na to, jak biednie wygląda teraz ten baśniowy zamek, pozostaje on piękny i romantyczny. Jest to atrakcja nie tylko dla przejezdnych rodzin z dziećmi, gdyż na twarzy niejednego dorosłego pojawi się szeroki uśmiech i chęć sfotografowania siebie na tle tego obiektu 🙂

    Jak tu dojechać?

    Zamek znajduje się na południowo-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 2 km od głównej trasy Pylos-Olimpia, pomiędzy miejscowościami Filiatra i Kyparissia(prefektura Messenia). Aby dostać się do zamku należy wbić w GPS hasło „Fairytale Caste, Agrilos”. Ostatni odcinek wiedzie drogą szutrową, jest ona przejezdna i samochód można zaparkować tuż pod zamkiem. Jak wcześniej wspomniałam zamek jest obecnie zamknięty, jednakże śmiało można spacerować w jego otoczeniu i podziwiać te bajkowe arcydzieło. Miłego zwiedzania 🙂

  • Peloponez

    Pirgos

    Ostatnio było o Muzeum Archeologicznym w Pirgos, a dzisiaj parę słów o samym mieście, które posiada również ładne centrum.

    Miasto znajduje się zaledwie 14 km od hotelu Aldemar Olympian Village, który przez ostatnie lata był w ofercie polskich biur podróży i jest dość popularny wśród naszych rodaków m.in. ze względu na piaszczystą plażę. Przebywając tutaj na wczasach warto np. zamówić sobie taksówkę do największego miasta prefektury Elis (odpowiednik województwa), by móc zwiedzić wyżej wspomniane muzeum lub usiąść na głównym placu (Pl. Karagiorga ewentualnie Agias Kiriakis) i poobserwować zwyczaje współczesnych Greków.

    Pirgos jest zamieszkiwane przez około 25 tys. mieszkańców, na obrzeżach miasta znajduje się szpital, kilka supermarketów spożywczych, a w centrum kilka sklepów sieciowych z odzieżą i kosmetykami (skrzyżowanie ul. Ermou/Germanou czy też 28 Oktoviou), liczne kawiarnie i wiele kościołów, jak to zwykło być w Grecji.

    Spacerując po centrum warto zwrócić uwagę na przepiękny, pomalowany na biało, kościół Ag. Nikolaos (Św. Mikołaja), który stoi pomiędzy Pl. Karagiorga, a Memorial Park (Park Pamięci). Sam park jest naprawdę niewielkich rozmiarów, ale znajduje się tutaj kawiarnia/restauracja skąd rozpościera się widok na morze. Jeśli staniemy tuż obok obiektu to również możemy obserwować panoramę miasta oraz morze.

    Wzdłuż wschodniej ściany Pl. Karagiorga znajdują się liczne kawiarenki, w których warto zamówić mrożoną kawę i zająć stolik na parę godzin, jak prawdziwy Grek, rozkoszując się promieniami słońca i rozmowami o wszystkim i o niczym.  Stąd możemy też podziwiać dość ciekawą fontannę, znajdującą się w centralnej części placu. Gdy zgłodniejecie zachęcam do zamówienia najpopularniejszego greckiego fast fooda, czyli rewelacyjnej pity w lokalu o nazwie „Souvlakotherapy” przy ulicy Manolopoulou. Krążąc po okolicy warto zajść na wcześniej wspomnianą Ag. Kiriakis by móc podziwiać architekturę innego ciekawego kościoła.

    W mieście znajduje się kilka hoteli, więc jeśli Pirgos jest na Waszej trasie „tripa” po Peloponezie to można zostać tu na jeden nocleg, by rano pełni świeżej energii ruszyć w dalszą trasę.

  • Grecja,  Peloponez

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos

    Dzisiaj o tym, że nie zawsze warto sugerować się opiniami innych…

    Gdy przeprowadzałam się z Rodos na Peloponez, moi greccy znajomi ze zwykłej ciekawości dopytywali gdzie dokładnie będę mieszkać. Odpowiadałam, że gdzieś w okolicy Pirgos. Ich reakcja na moje słowa była zatrważająca. Robili wielkie oczy i zaczynali swój wywód na temat tego, jaka to jest beznadziejna okolica, na dodatek zamieszkana przez osoby naszpikowane bardzo negatywnymi cechami. Nasłuchałam się, że mieszkańcy Pirgos są tacy i owacy i że to miejsce należy omijać szerokim łukiem. Słowa te traktowałam z przymrużeniem oka, gdyż już wcześniej mieszkałam na Peloponezie, z tą różnicą, że w mieście Patra (około 100 km na północ) i nigdy bym nie powiedziała złego słowa o lokalsach. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że Grecy mają tendencję do przyklejania etykiet mieszkańcom innych regionów Grecji… dla przykładu mieszkańcy Kefalonii żartują sobie z mieszkańców Zakynthos, a ci z Patry naśmiewają się z tych z Aten i tak dalej, przykładów można by wyliczać sporo, według wysp greckich, miasteczek i regionów.

    W niedługim czasie zamieszkałam na północno-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 40 km od miasta Pirgos. Koło miasta przejeżdżałam średnio raz w tygodniu, w drodze do Olimpii, ale jeśli mam być szczera to do centrum Pirgos nie zajeżdżałam, chyba, że było to konieczne, np. w celach służbowych, by załatwić jakieś sprawy w urzędzie. Nie poświęcałam czasu na „penetrowanie” Pirgos, spacery po centrum, czy też szukanie informacji na temat atrakcji stolicy prefektury Elis, gdyż zawsze wydawało mi się jakieś takie nieciekawe. Do czasu… Któregoś leniwego popołudnia, wędrując palcem po mapie, a właściwie kursorem myszki po Google maps, natrafiłam na Muzeum Archeologiczne w Pirgos. Cóż to była za radość i zaskoczenie, gdyż do tej pory nic mi nie było wiadomo na temat istnienia tego miejsca, a musicie wiedzieć, że jestem wielką miłośniczką muzeów, szczególnie archeologicznych 🙂

    Już nazajutrz wskoczyłam do samochodu i udałam się na odkrycie nowych tajemnic Peloponezu. Jednakże nie wyobrażałam sobie zbyt wiele i nie spodziewałam się, że to konkretne muzeum zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie. Ba! żałowałam, że nie trafiłam tutaj znacznie wcześniej. A było, co oglądać!  

    Muzeum znajduje się w centrum miasta i stanowi jeden z najważniejszych obiektów klasycystycznych zachowanych do dziś na zachodnim Peloponezie. Jego budowę datuje się na koniec XIX wieku (1890) i wcześniej budynek ten służył, jako miejski market. Ten charakterystyczny zabytkowy budynek niedawno zaoferował schronienie ponadczasowemu muzeum miasta Pirgos. W roku 2005 została ukończona jego renowacja, a w kolejnych latach grupa naukowców zajęła się kolekcjonowaniem znalezisk archeologicznych i pokaźnej ekspozycji skarbów z prefektury Elis.

    Wystawa muzeum jest podzielona na 3 sekcje tematyczne o antropogenicznym charakterze: budowle, religia, ludzie/idee/artefakty, jak również na epoki historyczne. Posiada bogatą ekspozycję począwszy od czasów prehistorycznych, skończywszy na czasach post-bizantyjskich. Zwiedzając muzeum należy skierować się do pierwszej sali w prawo, w ten sposób zobaczymy ekspozycję w chronologicznym porządku.

    Obszar żyznej Elidy o umiarkowanym klimacie był zamieszkiwany już od okresu paleolitu. Odkrycia na tutejszych nizinach Elidy, w okolicy Olimpii, wskazują, że w odległej erze kamienia łupanego żyły duże ssaki i to właśnie im są poświęcone pierwsze gablotki wystawy.

    Tutaj również znajdziemy kamienne narzędzia, których ludzie niegdyś używali do polowania na zwierzęta i do uprawy roli. Pierwsze osady na tym terenie zaczęły powstawać 3000-2000 lat przed naszą erą, zachowało się sporo naczyń z tego okresu, dzięki którym możemy poznać nawyki żywieniowe ówczesnych ludzi.

    Jednym z egzemplarzy, który mnie zaintrygował był fragment wazy z okresu mykeńskiego, który przedstawia pogrzeb. Mężczyźni niosą na swych ramionach ciało zmarłego, którego złożą w grobie, za nimi podążają kobiety, płaczki, które w rozpaczy rwą swoje włosy z głów. W procesji pogrzebowej uczestniczy nawet pies, być może zmarłym jest jego właściciel? Wierny przyjaciel towarzyszył swojemu panu aż do śmierci. W muzeum jest więcej egzemplarzy, z których możemy dowiedzieć się o mykeńskich zwyczajach pogrzebowych, wiemy z pewnością, że tak jak dziś kobiety podczas pogrzebu nosiły długie czarne szaty. Na innym egzemplarzu tematycznym za procesją jest prowadzona koza, która następnie była rytualnie zabijana i spożywana podczas uczty pogrzebowej. Rzadkie malowidła nieznanego artysty przedstawiają cierpienie, smutek i żal po stracie ukochanej osoby.

    Moją uwagę przykuła również terakotowa figurka cykady (gr. τζιτζίκι/tzitziki), która od zarania dziejów towarzyszy Grekom każdego lata wydając charakterystyczne dźwięki „dź-dź tz-tz ci-ci”…

    Podczas zwiedzania muzeum mogłam podziwiać sporą część rzeźb, oraz  płaskorzeźb tworzących kiedyś imponującą świątynię Apollina Epikuriosa w Bassaj, której pozostałości ukryte są w górach Peloponezu na wysokości 1130 m n.p.m.

    Gdy w IV w. n.e. w Konstantynopolu ustanowiono nową religię, czyli chrześcijaństwo, na Peloponez również wkroczyła nowa kultura i nieznane obyczaje. Kolejna część wystawy poświęcona jest znaleziskom z kościołów okresu bizantyjskiego.

    Konwersja pogańskich Greków na nową religię trwała dość długo, a w muzeum możemy dostrzec jak te dwie kultury nawzajem się przenikały. W kolejnych wiekach na tym obszarze żyli i rządzili Frankowie, ze stolicą Księstwa Morea w Andravidzie. Jednym z okazalszych zamków, jaki po sobie pozostawili jest Chlemoutsi, w muzeum znajdziecie sporo egzemplarzy, których spora część pochodzi właśnie stąd. Jest to świetne uzupełnienie artefaktów i informacji na temat tego potężnego zamku.

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos jest sporych rozmiarów, jeśli jesteście miłośnikami historii Grecji, zaczarowała Was świątynia w Bassaj lub poszukujecie więcej informacji na temat funcjonowania Franków na terenie Elidy, to koniecznie tu zajrzyjcie. Na spokojny spacer pośród gablotek i eksponatów zarezerwujcie sobie około 1,5 godziny.

    Dni i godziny otwarcia:

    Codziennie oprócz wtorku od 8:30 do 16:00 (ostatnie wejście o 15:45)

    Cena biletu normalnego: €4

    Cena biletu ulgowego: €2

    W okresie od 1 listopada do 31 marca ceny biletów podlegają zniżce 50%.

  • Grecja,  Peloponez

    “Dimitrios” i peloponeska Zatoka Wraku

    Nie każdy wie, że Peloponez, podobnie jak Zakynthos posiada swoją „Zatokę Wraku”. Co prawda peloponeski shipwreck nie jest otoczony majestatycznymi klifami, ale też nadaje krajobrazowi nutkę romantyzmu.  Wrak statku „Dimitrios” znajduje się na wybrzeżu Lakonii, na południu Peloponezu, niedaleko miejscowości Gythio, na malowniczej plaży Valtaki. Plaża ta jest idealnym miejscem na przystanek, można tu skorzystać z kąpieli morskiej i przy okazji podziwiać pozostałości starego statku owianego tajemnicą.

    Wokół statku krążą różne historie i istnieje wiele plotek na jego temat. Najpopularniejszą jest ta, że statek ponoć zajmował się przemytem tytoniu z Turcji do Włoch i w 1980 został porzucony w Gythio. W 1981 roku został przejęty przez władze portowe, a następnie celowo wypuszczony z portu i pozostawiony morzu, które przeciągnęło go około 5 km dalej na mieliznę przy plaży Valtaki. Następnie został podpalony, aby ukryć dowody przemytu papierosów. Inna plotka mówi o statku-widmie niewiadomego pochodzenia.

    Peloponeski wrak bardzo mnie zaintrygował i postanowiłam poszukać na jego temat wiarygodnych informacji. Poniżej przedstawiam wszystkie fakty, które udało mi się zebrać na temat „Dimitriosa”. Ten 67 metrowy statek, mógł udźwignąć 965 ton ładunku i został zwodowany w 1950 roku w Danii. Przez pierwszego właściciela był nazwany „Klintholm”. W 1966 roku w Pireusie statek został wykupiony przez Greków, którzy przemianowali go „Dimitrios”. W latach 70-tych statek trzykrotnie przechodził w ręce nowych właścicieli, w 1979 został kupiony przez Anepap Ltd., a nazwa statku została zmieniona na „Cornelia”.

    Oprócz legend na temat dalszych losów statku, znana jest również inna historia opisana w książce „Ta Navagia stis Ellinikes thalasses” (Wraki statków greckich mórz) przez szefa straży przybrzeżnej Christosa Ntounisa. Autor pisze, że statek dokonał awaryjnego dokowania w Gythio 4 grudnia 1980 r., ponieważ jej kapitan potrzebował dostępu do szpitala z powodu poważnej choroby. Jednak po zadokowaniu statku pojawiły się problemy finansowe oraz techniczne związane ze sprawnością statku.

    Statek przebywał w Gythio do czerwca 1981 r., kiedy to ogłoszono, że jest niebezpieczny z powodu zużycia lin dokujących i przedostawania się wody do jej kadłuba. Władze portowe poprosiły o zakotwiczenie statku poza portem, ale opieszali właściciele długo nie odpowiadali. Według książki 9 listopada 1981 r. złe warunki pogodowe spowodowały, że statek został zepchnięty około 2 mil morskich (2,3 mil; 3,7 km) i był tam tymczasowo zakotwiczony, jednak nie trwało to długo, ponieważ ponownie został zmieciony przez wody i ostatecznie 23 grudnia 1981 r, wylądował w swoim obecnym położeniu na plaży w Valtaki. Statek został po prostu porzucony i nie podjęto żadnych prób jego odzyskania, gdyż nie miał już żadnej wartości.

    Obecnie wrak jest lokalną atrakcją i przejezdni często zatrzymują się tutaj by móc mu się przyjrzeć z bliska. Pod żadnym pozorem nie należy próbować wchodzić na statek ani do jego środka. Jest całkowicie zardzewiały i wejście do niego jest bardzo niebezpieczne.

  • Grecja,  Peloponez

    TSIVLOU – grecka mała Szwajcaria

    „Mała Szwajcaria”, tak Grecy zwykli opisywać to miejsce ze względu na sielankową scenerię przypominającą Alpy. W północnej części Peloponezu, w otoczeniu bujnej roślinności, która tworzy niesamowicie kolorowy krajobraz, znajduje się niewiarygodnie turkusowe Jezioro Tsivlou – kolejna grecka „perełka” dla miłośników przyrody. Pnie platanów i czarnych sosen wyłaniające się z jego wód są cichym dowodem na to, że kiedyś istniała tutaj głęboka dolina otoczona gęstym lasem.

    Dzisiaj opowiem Wam o niezwykłym jeziorze, za którym skrywa się historia zniszczenia dwóch wiosek, które jeszcze nie tak dawno temu znajdowały się na zboczach Góry Helmos, a 24 marca 1913 r. zniknęły z powierzchni ziemi.

    Mitologia

    W miejscu jeziora niegdyś, znajdowała się dolina, przez którą przepływała rzeka Krathi, a której ujście było w Zatoce Korynckiej. Według mitologii źródło Krathi biło wprost z Tartaru, czyli bramy do podziemnego świata, zamieszkiwanego przez boginię nienawiści Styks. To tutaj znajdowały się „Ύδατα της στυγός”, czyli tak zwane „wody Styksu”, którym zawdzięczano dar nieśmiertelności. Było to źródło wody, którym poili się żyjący w podziemiach Hadesu.  W jej wodach Tetyda zanurzyła swego syna Achillesa, aby mógł stać się nieśmiertelnym. Jedynym słabym punktem na ciele bohatera była pięta, za którą trzymała go matka, stąd wyrażenie „pięta Achillesa”.  Podczas starcia pod Troją Achilles został w nią ugodzony strzałą wypuszczoną z łuku Parysa, a tym samym zginął.

    Narodziny jeziora

    Powstanie Tsivlou związane są ze spektakularnymi i niezwykle gwałtownymi zjawiskami geologicznymi. Aż do 1913 r. na obszarze dzisiejszego jeziora istniała otwarta dolina, pośrodku której leniwie płynęła rzeka Krathi, a po jej zachodniej stronie płynął strumyk. Na ich rozwidleniu znajdowała się malownicza osada Tsivlos. Po wschodniej stronie doliny, znacznie wyżej w kierunku góry Gerakari ( Pilalistra) znajdowała się wieś Silivena.

    Zima na przełomie 1912-1913 r. była bardzo sroga i deszczowa. Ciągłe opady deszczu powodowały erozję gleby, od czasu do czasu dochodziło do osuwisk. Małe trzęsienia ziemi i dziwne odgłosy z podziemi coraz częściej zaskakiwały mieszkańców. Nikt wtedy nawet nie wyobrażał sobie, że wkrótce cały ten obszar zmieni swoje ukształtowanie. Wibracje sejsmiczne nie pozostawiały jednak miejsca na zwłokę. Mieszkańcy Silivena wiedzieli, że ich wioska znajduje się w niepewnej sytuacji. Rano w niedzielę 24 marca 1913 r. wstrząsy raz za razem powtarzały się, a mieszkańcy podjęli mądrą decyzję o opuszczeniu wioski.  Zaczęli przenosić się do bezpieczniejszych miejsc poza wioską, wynosząc ze sobą wszystko, co mogliby uratować, najpotrzebniejsze rzeczy i zwierzęta.

    Tego samego dnia, popołudniu całe zbocze pobliskiej góry Gerakari o szerokości 1000 metrów zsunęło się z wysokości 1650 m do 600 m n.p.m., pokonując trasę 5 km. Potężne pokłady gleby pokryły rzekę, zwalając drzewa i niszcząc domy, aż dotarły do podnóży doliny. W ciągu kilku minut Silivena oraz Tsivlos zniknęły z powierzchni ziemi. Osuwisko wtargnęło w koryto rzeki Krathi i utworzyło naturalną zaporę, a z uwięzionych wód powstały dwa jeziorka: Krathi i Tsivlou, które wzięło swoją nazwę od zatopionej wioski.

    Ponieważ wody rzeki do tej pory były wykorzystywane do nawadniania obszaru przybrzeżnego, w wyniku zatrzymania ich w górach, latem 1913 r. Akrata cierpiała z powodu jej niedoboru. Tego samego roku nadeszła bardzo deszczowa jesień, a Jezioro Krathi wciąż rosło, kumulując coraz więcej wody. Mieszkańcy obszarów znajdujących się poniżej tamy, zaczęli odczuwać, że nad ich głowami znajdowała się „tykająca bomba”, a ich obawy w końcu się potwierdziły. Osuwiska były zbyt luźne, aby wytrzymać ogromny nacisk wylewających się wód Jeziora Krathi. W nocy 5 stycznia 1914 r. „tama” ustąpiła, a jezioro opróżniło się w przeciągu kilku minut. Ogromne ilości wody przepłynęły i zniszczyły wszystko, co na ich drodze. Liczne pnie drzew i fragmenty domów z wioski Silivena znalazły się w wodach Zatoki Korynckiej.

    W przeciwieństwie do Jeziora Krathi, Jezioro Tsivlou pozostało na swoim miejscu. Tak, więc Tsivlou przypomina nam o jednym z większych i najbardziej dramatycznych osuwisk, jakie miały miejsce we współczesnej historii Grecji.

    Parametry jeziora

    Jego wody są zasilane przez co najmniej dwa źródła pod powierzchnią i trzy strumienie płynące z okolicznych lasów.

    Początkowa głębokość jeziora wynosiła 77 m. Jezioro znajduje się na wysokości 780 metrów, jego powierzchnia wynosi około 83 akrów, a linia brzegowa 1800 metrów, jednak stale się one zmieniają, gdy poziom jeziora rośnie lub maleje w zależności od pory roku i ilości opadów. Czasami, latem poziom wody jest tak niski, że pojawiają się ruiny domów starej osady! Mimo to jezioro pozostaje nadal bardzo głębokie i strome.

    Flora i fauna Tsivlou

    Jezioro Tsivlou jest jednym z najmłodszych jezior w Europie, dlatego nie rozwinęła się jeszcze bogata roślinność wodna, ale uzupełnia ją piękno otaczającego lasu, tworząc wyjątkowe środowisko.

    Z upływem lat lasy zaczęły rozrastać się i zajmować osuwiska. Bujna roślinność wokół jeziora sprawia, że ​​wygląda jak bajkowa sceneria, wodna oaza pośród lasów jodłowych, sosnowych i platanów, które charakteryzują ten obszar. Pomimo gwałtownego powstania jeziora miejsce to odzyskało swój naturalny i piękny krajobraz.

    Wewnątrz wód jeziora zostały uwięzione barweny słodkowodne, które wcześniej żyły w rzece i są to jedyne rodzime ryby. W ciągu ostatnich 20 lat z inicjatywy lokalnych mieszkańców do jeziora wprowadzono między innymi karpie, pstrągi, węgorze, żyją tu także raki, kraby, małże i żaby. Połączenie mokradeł i lasów sprzyja występowaniu różnych gatunków ptaków.

    Jezioro znajduje się na terenie Parku Narodowego Helmos-Vouraikos.  Cały obszar chroniony jest częścią europejskiej sieci Natura 2000, która obejmuje wszystkie obszary ważne dla zachowania dziedzictwa naturalnego Unii Europejskiej.

    Jezioro Tsivlou współcześnie

    Natura zrekompensowała ten obszar wspaniałym krajobrazem i obecnie Jezioro Tsivlou jest idealnym miejscem na letni wypoczynek dla tych, którzy kochają góry i obcowanie z naturą. Coraz więcej osób przybywa do tego regionu, aby podziwiać jego piękno i relaksować się.

    Jezioro stało się popularnym miejscem rekreacji, gdyż jego brzegi są idealne do uprawiania turystyki pieszej i rowerowej. Spacer wokół jeziora jest bardzo przyjemny i łatwy, a trasę można pokonać w około 1,5 godziny. Dodatkowo na jeziorze można uprawiać kajakarstwo.

    Ci, którzy wolą spędzać czas nieco leniwie, mogą usiąść w jednej z tawern i skosztować lokalnych przysmaków lub wypić kawę z widokiem na najpiękniejsze jezioro Peloponezu – Tsivlou.

    Jak się tu dostać?

    Jezioro Tsivlou znajduje się w górzystym obszarze prefektury Achaia, około 25 km na południe od miasta Akrata. Można się tu dostać jadąc od strony drogi krajowej, mijając po trasie małe osady i podziwiając widoki na Zatokę Koryncką. W Valimi docieramy do najwyższego punktu trasy (970 m n.p.m.) i od tego miejsca droga zaczyna opadać, po czym naszym oczom ukazuje się „Mała Szwajcaria”…

    Żródło: www.kalavrytapress.gr