• Grecja,  Peloponez

    Zapomniany Bajkowy Zamek

    Na południowo-zachodnim Peloponezie, w malowniczej, rybackiej wiosce Agrilos znajduje się tajemniczy zamek. Wygląda, jakby powstał z innej epoki i gdyby ktoś kazał Wam zasłonić oczy, aż do momentu dotarcia pod niego, moglibyście pomyśleć, że dotarliście do Disneyland. Niewiele osób wie o jego istnieniu, a mimo to, jest to jeden z najbardziej wyjątkowych i nietypowych budowli w Grecji.

    Zamek znajduje się tuż nad morzem, wygląda jak z innego świata, jakby osadzony tutaj przypadkowo. Ten imponujący zamek oraz potężne posągi w jego otoczeniu, to mieszanka różnych wątków z greckiej i zachodniej mitologii oraz różnych historii, od wojny trojańskiej, aż do rewolucji greckiej w 1821 roku. Można tutaj podziwiać majestatyczne baszty, zbroje rycerskie, strzelnice, herby, oraz ogromnego konia trojańskiego, w którego wnętrzu niegdyś znajdowała się biblioteka, oraz wielkie postacie Posejdona, Ateny, Pegaza i wiele innych.

    Kiedy i w jakim celu został wybudowany ten bajkowy zamek?

    Budowa zamku została ukończona w 1960 r. przez greckiego lekarza, urodzonego w U.S.A. Harry’ego Fournier’a, który dorobił się wielkiego majątku pracując jako chirurg w Chicago. Po przejściu na emeryturę powrócił na ziemie swoich przodków, tj. Filiatra, gdzie chciał zostawić swój ślad, jako dobroczyńca miasta, z którego pochodziła jego rodzina. Stworzył centrum kulturalne, a także szereg zabytków, takich jak 26-metrowa kopia wieży Eiffla z kutego żelaza, przy wjeździe do miasteczka, metalowy Globus Geograficzny przed miejscowym liceum i Bajkowy Zamek w Agrilis, na którym znajdują się dwie tablice pamiątkowe. Na jednej z nich widnieje napis: „Powinniście doceniać człowieka nie ze względu na jego majątek lub zakres jego wiedzy, ale szczęście, jakie przynosi otaczającym go osobom”. Natomiast na drugiej napisano: ”Abyśmy wszyscy pamiętali baśnie, które tak słodko opowiadała nam babcia”.

    Na przestrzeni dziesięcioleci zamek cieszył się dużą popularnością i funkcjonował, jako miejsce przedstawień teatralnych i artystycznych, muzeum, miejsce rekreacji i wypoczynku, a nawet hotel. Lata świetności ma już za sobą, jednakże podczas greckich wakacji, codziennie podjeżdża tutaj kilka samochodów z turystami, na których twarzach, na widok zamku, pojawia się radosny i nostalgiczny uśmiech.

    Ten tajemniczy i niesamowity zamek wywołuje mieszankę dziwnych uczuć z powodu niezrozumiałości jego poplątanych historii i furii kolorów. Osobiście, gdy tylko go ujrzałam, wybuchłam szczerym śmiechem, tyle tu wszystkiego… kicz i przerost formy nad treścią, ale w takim pozytywnym znaczeniu. Jednocześnie byłam pełna podziwu dla pomysłodawcy, który z pewnością włożył w ten projekt swoje serce i zainwestował sporo pieniędzy oraz czasu na budowę.

    Obecnie to oryginalne i wyjątkowe miejsce niszczeje, zamek jest zamknięty, a jego jedynymi, stałymi gośćmi są liczne jaskółki, których gniazda przytwierdzone są w różnych zakamarkach zamku. Stowarzyszenie, które zarządza zamkiem, nie jest w stanie pokryć kosztów utrzymania i niezbędnych prac, a gmina nie podejmuje żadnego działania. Jednak bez względu na to, jak biednie wygląda teraz ten baśniowy zamek, pozostaje on piękny i romantyczny. Jest to atrakcja nie tylko dla przejezdnych rodzin z dziećmi, gdyż na twarzy niejednego dorosłego pojawi się szeroki uśmiech i chęć sfotografowania siebie na tle tego obiektu 🙂

    Jak tu dojechać?

    Zamek znajduje się na południowo-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 2 km od głównej trasy Pylos-Olimpia, pomiędzy miejscowościami Filiatra i Kyparissia(prefektura Messenia). Aby dostać się do zamku należy wbić w GPS hasło „Fairytale Caste, Agrilos”. Ostatni odcinek wiedzie drogą szutrową, jest ona przejezdna i samochód można zaparkować tuż pod zamkiem. Jak wcześniej wspomniałam zamek jest obecnie zamknięty, jednakże śmiało można spacerować w jego otoczeniu i podziwiać te bajkowe arcydzieło. Miłego zwiedzania 🙂

  • Peloponez

    Pirgos

    Ostatnio było o Muzeum Archeologicznym w Pirgos, a dzisiaj parę słów o samym mieście, które posiada również ładne centrum.

    Miasto znajduje się zaledwie 14 km od hotelu Aldemar Olympian Village, który przez ostatnie lata był w ofercie polskich biur podróży i jest dość popularny wśród naszych rodaków m.in. ze względu na piaszczystą plażę. Przebywając tutaj na wczasach warto np. zamówić sobie taksówkę do największego miasta prefektury Elis (odpowiednik województwa), by móc zwiedzić wyżej wspomniane muzeum lub usiąść na głównym placu (Pl. Karagiorga ewentualnie Agias Kiriakis) i poobserwować zwyczaje współczesnych Greków.

    Pirgos jest zamieszkiwane przez około 25 tys. mieszkańców, na obrzeżach miasta znajduje się szpital, kilka supermarketów spożywczych, a w centrum kilka sklepów sieciowych z odzieżą i kosmetykami (skrzyżowanie ul. Ermou/Germanou czy też 28 Oktoviou), liczne kawiarnie i wiele kościołów, jak to zwykło być w Grecji.

    Spacerując po centrum warto zwrócić uwagę na przepiękny, pomalowany na biało, kościół Ag. Nikolaos (Św. Mikołaja), który stoi pomiędzy Pl. Karagiorga, a Memorial Park (Park Pamięci). Sam park jest naprawdę niewielkich rozmiarów, ale znajduje się tutaj kawiarnia/restauracja skąd rozpościera się widok na morze. Jeśli staniemy tuż obok obiektu to również możemy obserwować panoramę miasta oraz morze.

    Wzdłuż wschodniej ściany Pl. Karagiorga znajdują się liczne kawiarenki, w których warto zamówić mrożoną kawę i zająć stolik na parę godzin, jak prawdziwy Grek, rozkoszując się promieniami słońca i rozmowami o wszystkim i o niczym.  Stąd możemy też podziwiać dość ciekawą fontannę, znajdującą się w centralnej części placu. Gdy zgłodniejecie zachęcam do zamówienia najpopularniejszego greckiego fast fooda, czyli rewelacyjnej pity w lokalu o nazwie „Souvlakotherapy” przy ulicy Manolopoulou. Krążąc po okolicy warto zajść na wcześniej wspomnianą Ag. Kiriakis by móc podziwiać architekturę innego ciekawego kościoła.

    W mieście znajduje się kilka hoteli, więc jeśli Pirgos jest na Waszej trasie „tripa” po Peloponezie to można zostać tu na jeden nocleg, by rano pełni świeżej energii ruszyć w dalszą trasę.

  • Grecja,  Peloponez

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos

    Dzisiaj o tym, że nie zawsze warto sugerować się opiniami innych…

    Gdy przeprowadzałam się z Rodos na Peloponez, moi greccy znajomi ze zwykłej ciekawości dopytywali gdzie dokładnie będę mieszkać. Odpowiadałam, że gdzieś w okolicy Pirgos. Ich reakcja na moje słowa była zatrważająca. Robili wielkie oczy i zaczynali swój wywód na temat tego, jaka to jest beznadziejna okolica, na dodatek zamieszkana przez osoby naszpikowane bardzo negatywnymi cechami. Nasłuchałam się, że mieszkańcy Pirgos są tacy i owacy i że to miejsce należy omijać szerokim łukiem. Słowa te traktowałam z przymrużeniem oka, gdyż już wcześniej mieszkałam na Peloponezie, z tą różnicą, że w mieście Patra (około 100 km na północ) i nigdy bym nie powiedziała złego słowa o lokalsach. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że Grecy mają tendencję do przyklejania etykiet mieszkańcom innych regionów Grecji… dla przykładu mieszkańcy Kefalonii żartują sobie z mieszkańców Zakynthos, a ci z Patry naśmiewają się z tych z Aten i tak dalej, przykładów można by wyliczać sporo, według wysp greckich, miasteczek i regionów.

    W niedługim czasie zamieszkałam na północno-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 40 km od miasta Pirgos. Koło miasta przejeżdżałam średnio raz w tygodniu, w drodze do Olimpii, ale jeśli mam być szczera to do centrum Pirgos nie zajeżdżałam, chyba, że było to konieczne, np. w celach służbowych, by załatwić jakieś sprawy w urzędzie. Nie poświęcałam czasu na „penetrowanie” Pirgos, spacery po centrum, czy też szukanie informacji na temat atrakcji stolicy prefektury Elis, gdyż zawsze wydawało mi się jakieś takie nieciekawe. Do czasu… Któregoś leniwego popołudnia, wędrując palcem po mapie, a właściwie kursorem myszki po Google maps, natrafiłam na Muzeum Archeologiczne w Pirgos. Cóż to była za radość i zaskoczenie, gdyż do tej pory nic mi nie było wiadomo na temat istnienia tego miejsca, a musicie wiedzieć, że jestem wielką miłośniczką muzeów, szczególnie archeologicznych 🙂

    Już nazajutrz wskoczyłam do samochodu i udałam się na odkrycie nowych tajemnic Peloponezu. Jednakże nie wyobrażałam sobie zbyt wiele i nie spodziewałam się, że to konkretne muzeum zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie. Ba! żałowałam, że nie trafiłam tutaj znacznie wcześniej. A było, co oglądać!  

    Muzeum znajduje się w centrum miasta i stanowi jeden z najważniejszych obiektów klasycystycznych zachowanych do dziś na zachodnim Peloponezie. Jego budowę datuje się na koniec XIX wieku (1890) i wcześniej budynek ten służył, jako miejski market. Ten charakterystyczny zabytkowy budynek niedawno zaoferował schronienie ponadczasowemu muzeum miasta Pirgos. W roku 2005 została ukończona jego renowacja, a w kolejnych latach grupa naukowców zajęła się kolekcjonowaniem znalezisk archeologicznych i pokaźnej ekspozycji skarbów z prefektury Elis.

    Wystawa muzeum jest podzielona na 3 sekcje tematyczne o antropogenicznym charakterze: budowle, religia, ludzie/idee/artefakty, jak również na epoki historyczne. Posiada bogatą ekspozycję począwszy od czasów prehistorycznych, skończywszy na czasach post-bizantyjskich. Zwiedzając muzeum należy skierować się do pierwszej sali w prawo, w ten sposób zobaczymy ekspozycję w chronologicznym porządku.

    Obszar żyznej Elidy o umiarkowanym klimacie był zamieszkiwany już od okresu paleolitu. Odkrycia na tutejszych nizinach Elidy, w okolicy Olimpii, wskazują, że w odległej erze kamienia łupanego żyły duże ssaki i to właśnie im są poświęcone pierwsze gablotki wystawy.

    Tutaj również znajdziemy kamienne narzędzia, których ludzie niegdyś używali do polowania na zwierzęta i do uprawy roli. Pierwsze osady na tym terenie zaczęły powstawać 3000-2000 lat przed naszą erą, zachowało się sporo naczyń z tego okresu, dzięki którym możemy poznać nawyki żywieniowe ówczesnych ludzi.

    Jednym z egzemplarzy, który mnie zaintrygował był fragment wazy z okresu mykeńskiego, który przedstawia pogrzeb. Mężczyźni niosą na swych ramionach ciało zmarłego, którego złożą w grobie, za nimi podążają kobiety, płaczki, które w rozpaczy rwą swoje włosy z głów. W procesji pogrzebowej uczestniczy nawet pies, być może zmarłym jest jego właściciel? Wierny przyjaciel towarzyszył swojemu panu aż do śmierci. W muzeum jest więcej egzemplarzy, z których możemy dowiedzieć się o mykeńskich zwyczajach pogrzebowych, wiemy z pewnością, że tak jak dziś kobiety podczas pogrzebu nosiły długie czarne szaty. Na innym egzemplarzu tematycznym za procesją jest prowadzona koza, która następnie była rytualnie zabijana i spożywana podczas uczty pogrzebowej. Rzadkie malowidła nieznanego artysty przedstawiają cierpienie, smutek i żal po stracie ukochanej osoby.

    Moją uwagę przykuła również terakotowa figurka cykady (gr. τζιτζίκι/tzitziki), która od zarania dziejów towarzyszy Grekom każdego lata wydając charakterystyczne dźwięki „dź-dź tz-tz ci-ci”…

    Podczas zwiedzania muzeum mogłam podziwiać sporą część rzeźb, oraz  płaskorzeźb tworzących kiedyś imponującą świątynię Apollina Epikuriosa w Bassaj, której pozostałości ukryte są w górach Peloponezu na wysokości 1130 m n.p.m.

    Gdy w IV w. n.e. w Konstantynopolu ustanowiono nową religię, czyli chrześcijaństwo, na Peloponez również wkroczyła nowa kultura i nieznane obyczaje. Kolejna część wystawy poświęcona jest znaleziskom z kościołów okresu bizantyjskiego.

    Konwersja pogańskich Greków na nową religię trwała dość długo, a w muzeum możemy dostrzec jak te dwie kultury nawzajem się przenikały. W kolejnych wiekach na tym obszarze żyli i rządzili Frankowie, ze stolicą Księstwa Morea w Andravidzie. Jednym z okazalszych zamków, jaki po sobie pozostawili jest Chlemoutsi, w muzeum znajdziecie sporo egzemplarzy, których spora część pochodzi właśnie stąd. Jest to świetne uzupełnienie artefaktów i informacji na temat tego potężnego zamku.

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos jest sporych rozmiarów, jeśli jesteście miłośnikami historii Grecji, zaczarowała Was świątynia w Bassaj lub poszukujecie więcej informacji na temat funcjonowania Franków na terenie Elidy, to koniecznie tu zajrzyjcie. Na spokojny spacer pośród gablotek i eksponatów zarezerwujcie sobie około 1,5 godziny.

    Dni i godziny otwarcia:

    Codziennie oprócz wtorku od 8:30 do 16:00 (ostatnie wejście o 15:45)

    Cena biletu normalnego: €4

    Cena biletu ulgowego: €2

    W okresie od 1 listopada do 31 marca ceny biletów podlegają zniżce 50%.

  • od kuchni,  tradycja

    Zwyczaje panujące przy greckim stole

    Zamiast obrusu kawałek białego prześcieradła, a na nim różnorakie talerze, oraz widelce, każdy inny, z co najmniej jednym wygiętym ząbkiem. Pomiędzy nimi porozrzucane w jakimś artystycznym nieładzie kromki chleba… Właściwie chleb i jego okruchy można było znaleźć wszędzie. Po środku tego wszystkiego słynna sałatka grecka oraz na odrębnym talerzu ogromna kostka sera feta, taka jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Do tego kolorowe szklanki, co chwilę uzupełniane coca colą.

    Podczas posiłku dyskusja trwała na całego, jakby nikt nie przejmował się konwenansami, manierami i tym czy podczas wypowiedzi właśnie przeżuwa duży kęs. Cały czas wiele się działo, każdy gestykulował, podjadał z półmiska stojącego na środku stołu, maczał swój chleb we wspólnej sałatce i przy tym trzymając widelec w drugiej ręce zataczał charakterystyczne kółeczko w powietrzu, mrucząc z zadowolenia. Ci, co skończyli jako pierwsi, bez zbędnych ceregieli odpalili po papierosie, podczas gdy pozostali dojadali resztki swojego obiadu. Słowem istny rozgardiasz.

    Oto mój pierwszy wspólny posiłek z Grekami. Nie ukrywam, że doznałam lekkiego szoku, tym bardziej, że była to Wielkanoc, jakże odmienna od tej naszej polskiej.

    Następnego dnia trafiłam do prawdziwej greckiej tawerny i tutaj też przeżyłam szok, ale tym razem w pozytywnym znaczeniu. Lokal był dość skromny i niepozorny. Widać właściciel nie przywiązywał zbytniej uwagi do aranżacji wnętrz i dekoracji stolików. Natomiast było to, co najważniejsze i najpraktyczniejsze, czyli czysty obrus, na który od razu kelner założył dodatkowy papierowy. Zaraz na stół trafiła butelka wody mineralnej oraz świeże, chrupkie pieczywo. Nie brakowało też standardowego jak się potem okazało greckiego zestawu, czyli oliwy z oliwek w szklanej buteleczce, była też sól, pieprz, drewniane wykałaczki i papierowe serwetki. Po niezbyt długim oczekiwaniu, które umilał mi widok pobliskich gór, wylądowało przede mną jedno z najpyszniejszych dań mięsnych jakie miałam okazję zjeść w życiu, czyli wołowina w sosie czerwonym (moschari kokkinisto). Porcja była sporych rozmiarów, nawet za duża jak na jedną osobę, jednakże jedzenie było tak smaczne, że nic nie pozostawiłam na talerzu…

    Na koniec po sytym posiłku, kolejne zaskoczenie, kelner sam przyszedł do mojego stolika z ręcznie wypisanym rachunkiem na kawału karteczki, po czym zaproponował deser. Jakże odmówić skoro danie główne było rewelacyjne, a ja kocham jeść 🙂 Byłam naprawdę zachwycona tego typu serwisem.

    Te pierwsze spotkanie z grecką kulturą jedzenia oraz kuchnią, sprawiło, że obcy mi do tej pory kraj zaczął mnie fascynować na całego. Każdy drobny element wspólnego posiłku z Grekami zaskakiwał. Szybko zauważyłam, że Grecy tak jak ja uwielbiają jeść. Gotują błyskawicznie, nie dbają o estetykę talerza lub stołu, ma być prosto i smacznie.

    Zwyczajowo chrupiący chleb zawsze jest obecny na stole, Grecy dzielą się nim urywając go kawałkami. Służy jako substytut noża, który rzadko jest używany, dodatkowo macza się nim w dipach i sosach. Grecy lubują się smakiem chleba maczanego w świeżej oliwie, czyli tzw. “papara” jak przyjęło się mówić w niektórych częściach Grecji. Podsumowując, je się tak by było wygodnie, często ze wspólnej misy, czy też rękoma.

    Grecy uwielbiają rodzinne lub przyjacielskie wyjścia do tawern lub restauracji wieczorową porą i nie musi być ku temu szczególnej okazji, są one przypadkowe lub zaplanowane. Rezerwuje się wtedy stolik, czyli trapezi, zamawia mezedes, czyli dużą przystawkę, oraz litry, (czyli po grecku kilo!) wina. Czas ten jest doskonałą okazją do długich i wesołych rozmów. Takie spotkania często są obficie zakrapiane alkoholem, winem lub piwem. I niejednokrotnie kończą się tańcami na stole. A na sam koniec wszyscy zaczynają się sprzeczać o rachunek, gdyż każdy chce za niego zapłacić 🙂

    I jak tu nie kochać Greków? 😉

    A Wy jak wspominacie pierwsze spotkanie z Grecją „od kuchni”?

  • Grecja,  Peloponez

    “Dimitrios” i peloponeska Zatoka Wraku

    Nie każdy wie, że Peloponez, podobnie jak Zakynthos posiada swoją „Zatokę Wraku”. Co prawda peloponeski shipwreck nie jest otoczony majestatycznymi klifami, ale też nadaje krajobrazowi nutkę romantyzmu.  Wrak statku „Dimitrios” znajduje się na wybrzeżu Lakonii, na południu Peloponezu, niedaleko miejscowości Gythio, na malowniczej plaży Valtaki. Plaża ta jest idealnym miejscem na przystanek, można tu skorzystać z kąpieli morskiej i przy okazji podziwiać pozostałości starego statku owianego tajemnicą.

    Wokół statku krążą różne historie i istnieje wiele plotek na jego temat. Najpopularniejszą jest ta, że statek ponoć zajmował się przemytem tytoniu z Turcji do Włoch i w 1980 został porzucony w Gythio. W 1981 roku został przejęty przez władze portowe, a następnie celowo wypuszczony z portu i pozostawiony morzu, które przeciągnęło go około 5 km dalej na mieliznę przy plaży Valtaki. Następnie został podpalony, aby ukryć dowody przemytu papierosów. Inna plotka mówi o statku-widmie niewiadomego pochodzenia.

    Peloponeski wrak bardzo mnie zaintrygował i postanowiłam poszukać na jego temat wiarygodnych informacji. Poniżej przedstawiam wszystkie fakty, które udało mi się zebrać na temat „Dimitriosa”. Ten 67 metrowy statek, mógł udźwignąć 965 ton ładunku i został zwodowany w 1950 roku w Danii. Przez pierwszego właściciela był nazwany „Klintholm”. W 1966 roku w Pireusie statek został wykupiony przez Greków, którzy przemianowali go „Dimitrios”. W latach 70-tych statek trzykrotnie przechodził w ręce nowych właścicieli, w 1979 został kupiony przez Anepap Ltd., a nazwa statku została zmieniona na „Cornelia”.

    Oprócz legend na temat dalszych losów statku, znana jest również inna historia opisana w książce „Ta Navagia stis Ellinikes thalasses” (Wraki statków greckich mórz) przez szefa straży przybrzeżnej Christosa Ntounisa. Autor pisze, że statek dokonał awaryjnego dokowania w Gythio 4 grudnia 1980 r., ponieważ jej kapitan potrzebował dostępu do szpitala z powodu poważnej choroby. Jednak po zadokowaniu statku pojawiły się problemy finansowe oraz techniczne związane ze sprawnością statku.

    Statek przebywał w Gythio do czerwca 1981 r., kiedy to ogłoszono, że jest niebezpieczny z powodu zużycia lin dokujących i przedostawania się wody do jej kadłuba. Władze portowe poprosiły o zakotwiczenie statku poza portem, ale opieszali właściciele długo nie odpowiadali. Według książki 9 listopada 1981 r. złe warunki pogodowe spowodowały, że statek został zepchnięty około 2 mil morskich (2,3 mil; 3,7 km) i był tam tymczasowo zakotwiczony, jednak nie trwało to długo, ponieważ ponownie został zmieciony przez wody i ostatecznie 23 grudnia 1981 r, wylądował w swoim obecnym położeniu na plaży w Valtaki. Statek został po prostu porzucony i nie podjęto żadnych prób jego odzyskania, gdyż nie miał już żadnej wartości.

    Obecnie wrak jest lokalną atrakcją i przejezdni często zatrzymują się tutaj by móc mu się przyjrzeć z bliska. Pod żadnym pozorem nie należy próbować wchodzić na statek ani do jego środka. Jest całkowicie zardzewiały i wejście do niego jest bardzo niebezpieczne.