• dania mięsne,  od kuchni

    Pastitsio – grecka lazania

    Gdy wspominam greckie domowe imprezy, to przede wszystkim kojarzy mi się Pastitsio w roli głównej. Ta makaronowa zapiekanka pojawia się praktycznie w każdym greckim domu przy wielu okazjach. Czy to imieniny, spotkanie przyjaciół, czy jakiekolwiek wspólne biesiadowanie, jest to pretekst do upieczenia tego smacznego dania.

    Warstwy makaronu, mięsa mielonego oraz beszamelu idealnie się komponują i sprawiają, że nie jedna osoba rozkocha się w Pastitsio. Osobom, które dopiero poznają grecką kuchnię, może od razu nasunąć się skojarzenie, że to taka Moussaka, tyle że z makaronem zamiast bakłażana i ziemniaka.

    W Grecji do przygotowania tego dania używa się specjalnego makaronu, który jest gruby i długi, a w środku ma sporych rozmiarów dziurkę. Jeśli nie macie dostępu do tego typu rurek makaronowych to śmiało możecie zastosować krótszy makaron rurki (penne), lub popularne w Polsce tzw. kolanka.

    Według tradycji Pastitsio to 2 lub 3 warstwy makaronu przekładane na przemian z mięsem, jednakże coraz częściej w tawernach i restauracjach można zamówić uproszczoną wersję, gdzie makaron jest tylko na dnie tej przepysznej zapiekanki. Ze względu na fakt, że ja moje Pastitsio przygotowuję w naczyniu o małym formacie (30x17x6 cm) to również robię tylko 3 podstawowe warstwy, a danie smakuje tak samo rewelacyjnie.

    Gotowi na przepis?

    Proporcje, których używam starczają na 4-5 porcji, w zależności od naszego apetytu 😉

    Składniki:

    • 400 g mięsa mielonego wołowego
    • 3 łyżki oliwy z oliwek
    • cebula
    • 2-3 ząbki czosnku
    • 1/3 szklanki czerwonego wytrawnego wina
    • około 300-400 ml przecieru pomidorowego lub drobno posiekanych pomidorów bez skórki
    • 1 goździk
    • 1 liść laurowy
    • sól
    • pieprz
    • ½ łyżeczki cynamonu
    • 1 płaska łyżeczka cukru
    • 2 białka jajek
    • 100 g tartego żółtego sera
    • 300-400 g grubego makaronu typu rurki, kolanka
    • 50 g roztopionego masła
    • drobno posiekana natka pietruszki (opcjonalnie)

    Na beszamel:

    • 100 g masła
    • 100 g mąki
    • 1 ½ szklanki ciepłego mleka
    • 2 żółtka
    • 200-300 g startego sera żółtego
    • szczypta gałki muszkatołowej
    • sól i pieprz

    Przygotowanie:

    1. Na 2 łyżkach oliwy smażymy drobno pokrojoną cebulę, dodajemy cukier i karmelizujemy. Dodajemy czosnek pokrojony w plasterki i po chwili mięso mielone. Dokładnie je rozdrabniamy drewnianą łopatką, by usmażyło się równomiernie.
    2. Gdy mięso już jest podsmażone, gasimy je czerwonym winem i gdy wyparuje doprawiamy cynamonem, solą i pieprzem. Dodajemy 1 goździk i liść laurowy.
    3. Wlewamy przecier pomidorowy, dokładnie mieszamy i gotujemy na wolnym ogniu. Pilnujemy, aby się nie przypaliło, od czasu do czasu mieszając. Mięso będzie gotowe, gdy zaabsorbuje soki i sos zgęstnieje.
    4. W międzyczasie gotujemy makaron na osolonej wodzie z dodatkiem 1 łyżki oliwy.
    5. Naczynie żaroodporne lub blachę smarujemy masłem.
    6. Ugotowany i odcedzony makaron polewamy roztopionym masłem, dodajemy 1 białko i dokładnie mieszamy. Umieszczamy na dnie naczynia. Posypujemy natką pietruszki i serem żółtym.
    7. Z usmażonego mięsa wyciągamy liść laurowy i goździk. Dodajemy białko, mieszamy i wylewamy równomiernie na makaron. Posypujemy tartym serem.
    8. Czas na beszamel. W rondelku rozpuszczamy masło, stopniowo dosypujemy mąkę, cały czas energicznie mieszając. Następnie, po trochu dolewamy mleko i cały czas mieszamy. Sos powinien mieć jednolitą konsystencję, jak gęsty jogurt lub budyń. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na koniec dodajemy 2 żółtka, dokładnie mieszamy i równomiernie wylewamy na mięso. Posypujemy startym serem.
    9. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C na 40 minut. Pieczemy aż do zarumienienia beszamelu, dlatego w przypadku niektórych piekarników czas pieczenia być może przedłuży się do 60 minut.
    10. Po upieczeniu pozostawiamy do ostygnięcia (max. 30 min.), aby beszamel lepiej „osiadł”. Kroimy na sporej wielkości kawałki.

    Pastitsio smakuje doskonale bez dodatków, ale w prawdziwym greckim domu, na stole nie zabraknie prostej, wiejskiej sałatki z ogórków i pomidorów oraz sera feta. Kali oreksi!

    Ciekawostka:

    • Aby mięso mielone lepiej się „związało” z makaronem, można dodać do niego dużą łyżkę beszamelu i dokładnie wymieszać.
  • Grecja,  Peloponez

    Zapomniany Bajkowy Zamek

    Na południowo-zachodnim Peloponezie, w malowniczej, rybackiej wiosce Agrilos znajduje się tajemniczy zamek. Wygląda, jakby powstał z innej epoki i gdyby ktoś kazał Wam zasłonić oczy, aż do momentu dotarcia pod niego, moglibyście pomyśleć, że dotarliście do Disneyland. Niewiele osób wie o jego istnieniu, a mimo to, jest to jeden z najbardziej wyjątkowych i nietypowych budowli w Grecji.

    Zamek znajduje się tuż nad morzem, wygląda jak z innego świata, jakby osadzony tutaj przypadkowo. Ten imponujący zamek oraz potężne posągi w jego otoczeniu, to mieszanka różnych wątków z greckiej i zachodniej mitologii oraz różnych historii, od wojny trojańskiej, aż do rewolucji greckiej w 1821 roku. Można tutaj podziwiać majestatyczne baszty, zbroje rycerskie, strzelnice, herby, oraz ogromnego konia trojańskiego, w którego wnętrzu niegdyś znajdowała się biblioteka, oraz wielkie postacie Posejdona, Ateny, Pegaza i wiele innych.

    Kiedy i w jakim celu został wybudowany ten bajkowy zamek?

    Budowa zamku została ukończona w 1960 r. przez greckiego lekarza, urodzonego w U.S.A. Harry’ego Fournier’a, który dorobił się wielkiego majątku pracując jako chirurg w Chicago. Po przejściu na emeryturę powrócił na ziemie swoich przodków, tj. Filiatra, gdzie chciał zostawić swój ślad, jako dobroczyńca miasta, z którego pochodziła jego rodzina. Stworzył centrum kulturalne, a także szereg zabytków, takich jak 26-metrowa kopia wieży Eiffla z kutego żelaza, przy wjeździe do miasteczka, metalowy Globus Geograficzny przed miejscowym liceum i Bajkowy Zamek w Agrilis, na którym znajdują się dwie tablice pamiątkowe. Na jednej z nich widnieje napis: „Powinniście doceniać człowieka nie ze względu na jego majątek lub zakres jego wiedzy, ale szczęście, jakie przynosi otaczającym go osobom”. Natomiast na drugiej napisano: ”Abyśmy wszyscy pamiętali baśnie, które tak słodko opowiadała nam babcia”.

    Na przestrzeni dziesięcioleci zamek cieszył się dużą popularnością i funkcjonował, jako miejsce przedstawień teatralnych i artystycznych, muzeum, miejsce rekreacji i wypoczynku, a nawet hotel. Lata świetności ma już za sobą, jednakże podczas greckich wakacji, codziennie podjeżdża tutaj kilka samochodów z turystami, na których twarzach, na widok zamku, pojawia się radosny i nostalgiczny uśmiech.

    Ten tajemniczy i niesamowity zamek wywołuje mieszankę dziwnych uczuć z powodu niezrozumiałości jego poplątanych historii i furii kolorów. Osobiście, gdy tylko go ujrzałam, wybuchłam szczerym śmiechem, tyle tu wszystkiego… kicz i przerost formy nad treścią, ale w takim pozytywnym znaczeniu. Jednocześnie byłam pełna podziwu dla pomysłodawcy, który z pewnością włożył w ten projekt swoje serce i zainwestował sporo pieniędzy oraz czasu na budowę.

    Obecnie to oryginalne i wyjątkowe miejsce niszczeje, zamek jest zamknięty, a jego jedynymi, stałymi gośćmi są liczne jaskółki, których gniazda przytwierdzone są w różnych zakamarkach zamku. Stowarzyszenie, które zarządza zamkiem, nie jest w stanie pokryć kosztów utrzymania i niezbędnych prac, a gmina nie podejmuje żadnego działania. Jednak bez względu na to, jak biednie wygląda teraz ten baśniowy zamek, pozostaje on piękny i romantyczny. Jest to atrakcja nie tylko dla przejezdnych rodzin z dziećmi, gdyż na twarzy niejednego dorosłego pojawi się szeroki uśmiech i chęć sfotografowania siebie na tle tego obiektu 🙂

    Jak tu dojechać?

    Zamek znajduje się na południowo-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 2 km od głównej trasy Pylos-Olimpia, pomiędzy miejscowościami Filiatra i Kyparissia(prefektura Messenia). Aby dostać się do zamku należy wbić w GPS hasło „Fairytale Caste, Agrilos”. Ostatni odcinek wiedzie drogą szutrową, jest ona przejezdna i samochód można zaparkować tuż pod zamkiem. Jak wcześniej wspomniałam zamek jest obecnie zamknięty, jednakże śmiało można spacerować w jego otoczeniu i podziwiać te bajkowe arcydzieło. Miłego zwiedzania 🙂

  • dania wegetariańskie,  od kuchni

    Prażone kasztany

    Gdy ziąb i jesienna słota na stałe zagoszczą w krajobrazie, coraz częściej popadamy w stany smutku, przygnębienia i chandry. Z wytęsknieniem wypatrujemy chociażby jednego promyka na niebie, którego błękit przypomina nam o słonecznej Grecji. Wielu z nas tłumi swoje smutki i smuteczki zajadając spore ilości słodyczy lub odtwarzając greckie smaki. A może by tak, tą jesienną depresję przegonić czymś greckim i słodkim jednocześnie?

    Dzisiaj na prośbę jednej z moich czytelniczek dzielę się z Wami najbanalniejszym przepisem na świecie, na zdrowe i pożywne kasztany. Jest to odmiana kasztanów jadalnych, które są powszechne między innymi w Grecji. Z pewnością będąc w Grecji nie raz mieliście okazję zobaczyć małe kramiki stojące tuż przy ulicy, gdzie można zakupić świeżo prażone, jeszcze ciepłe kasztany. W ich smaku można się rozkochać!

    Nie są to kasztany, które możemy uzbierać u nas w każdym polskim parku, chociaż, gdyby się tak poważnie zastanowić, to wiele lat temu, widziałam drzewo kasztanowca jadalnego na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, być może jeszcze tam stoi 😉 Kasztany jadalne, jednakże już ugotowane, można zakupić na przykład online. Być może są również w lepszych sklepach największych polskich miast, ale ja osobiście jeszcze ich nie widziałam na półkach supermarketów.

    Jadalne kasztany zawierają dobre i zdrowe cukry, a ich smak powoduje, że chcemy sięgnąć po więcej. Do uprażenia kasztanów będziecie potrzebować: kasztany jadalne, ostry nożyk i patelnię.

    Zaczynamy od nacięcia „na krzyżyk” kasztanów w obu stron (na miejscu plamki i przeciwległego ogonka), następnie umieszczamy je na suchej, rozgrzanej patelni i przez chwilę prażymy, aż skórka w miejscu nacięć zacznie się rozchodzić.

    Ściągamy z patelni, uważając by się nie poparzyć i obieramy ze skórki, można sobie w tym pomóc małym nożykiem. Kasztany są gotowe do spożycia 🙂 Najlepiej smakują jeszcze ciepłe.

    Dajcie znać w komentarzach czy mieliście już okazję je jeść, czy lubicie i gdzie udało Wam się je kupić. Czy widzieliście je już w polskich sklepach?

  • Peloponez

    Pirgos

    Ostatnio było o Muzeum Archeologicznym w Pirgos, a dzisiaj parę słów o samym mieście, które posiada również ładne centrum.

    Miasto znajduje się zaledwie 14 km od hotelu Aldemar Olympian Village, który przez ostatnie lata był w ofercie polskich biur podróży i jest dość popularny wśród naszych rodaków m.in. ze względu na piaszczystą plażę. Przebywając tutaj na wczasach warto np. zamówić sobie taksówkę do największego miasta prefektury Elis (odpowiednik województwa), by móc zwiedzić wyżej wspomniane muzeum lub usiąść na głównym placu (Pl. Karagiorga ewentualnie Agias Kiriakis) i poobserwować zwyczaje współczesnych Greków.

    Pirgos jest zamieszkiwane przez około 25 tys. mieszkańców, na obrzeżach miasta znajduje się szpital, kilka supermarketów spożywczych, a w centrum kilka sklepów sieciowych z odzieżą i kosmetykami (skrzyżowanie ul. Ermou/Germanou czy też 28 Oktoviou), liczne kawiarnie i wiele kościołów, jak to zwykło być w Grecji.

    Spacerując po centrum warto zwrócić uwagę na przepiękny, pomalowany na biało, kościół Ag. Nikolaos (Św. Mikołaja), który stoi pomiędzy Pl. Karagiorga, a Memorial Park (Park Pamięci). Sam park jest naprawdę niewielkich rozmiarów, ale znajduje się tutaj kawiarnia/restauracja skąd rozpościera się widok na morze. Jeśli staniemy tuż obok obiektu to również możemy obserwować panoramę miasta oraz morze.

    Wzdłuż wschodniej ściany Pl. Karagiorga znajdują się liczne kawiarenki, w których warto zamówić mrożoną kawę i zająć stolik na parę godzin, jak prawdziwy Grek, rozkoszując się promieniami słońca i rozmowami o wszystkim i o niczym.  Stąd możemy też podziwiać dość ciekawą fontannę, znajdującą się w centralnej części placu. Gdy zgłodniejecie zachęcam do zamówienia najpopularniejszego greckiego fast fooda, czyli rewelacyjnej pity w lokalu o nazwie „Souvlakotherapy” przy ulicy Manolopoulou. Krążąc po okolicy warto zajść na wcześniej wspomnianą Ag. Kiriakis by móc podziwiać architekturę innego ciekawego kościoła.

    W mieście znajduje się kilka hoteli, więc jeśli Pirgos jest na Waszej trasie „tripa” po Peloponezie to można zostać tu na jeden nocleg, by rano pełni świeżej energii ruszyć w dalszą trasę.

  • Grecja,  Peloponez

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos

    Dzisiaj o tym, że nie zawsze warto sugerować się opiniami innych…

    Gdy przeprowadzałam się z Rodos na Peloponez, moi greccy znajomi ze zwykłej ciekawości dopytywali gdzie dokładnie będę mieszkać. Odpowiadałam, że gdzieś w okolicy Pirgos. Ich reakcja na moje słowa była zatrważająca. Robili wielkie oczy i zaczynali swój wywód na temat tego, jaka to jest beznadziejna okolica, na dodatek zamieszkana przez osoby naszpikowane bardzo negatywnymi cechami. Nasłuchałam się, że mieszkańcy Pirgos są tacy i owacy i że to miejsce należy omijać szerokim łukiem. Słowa te traktowałam z przymrużeniem oka, gdyż już wcześniej mieszkałam na Peloponezie, z tą różnicą, że w mieście Patra (około 100 km na północ) i nigdy bym nie powiedziała złego słowa o lokalsach. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że Grecy mają tendencję do przyklejania etykiet mieszkańcom innych regionów Grecji… dla przykładu mieszkańcy Kefalonii żartują sobie z mieszkańców Zakynthos, a ci z Patry naśmiewają się z tych z Aten i tak dalej, przykładów można by wyliczać sporo, według wysp greckich, miasteczek i regionów.

    W niedługim czasie zamieszkałam na północno-zachodnim wybrzeżu Peloponezu, około 40 km od miasta Pirgos. Koło miasta przejeżdżałam średnio raz w tygodniu, w drodze do Olimpii, ale jeśli mam być szczera to do centrum Pirgos nie zajeżdżałam, chyba, że było to konieczne, np. w celach służbowych, by załatwić jakieś sprawy w urzędzie. Nie poświęcałam czasu na „penetrowanie” Pirgos, spacery po centrum, czy też szukanie informacji na temat atrakcji stolicy prefektury Elis, gdyż zawsze wydawało mi się jakieś takie nieciekawe. Do czasu… Któregoś leniwego popołudnia, wędrując palcem po mapie, a właściwie kursorem myszki po Google maps, natrafiłam na Muzeum Archeologiczne w Pirgos. Cóż to była za radość i zaskoczenie, gdyż do tej pory nic mi nie było wiadomo na temat istnienia tego miejsca, a musicie wiedzieć, że jestem wielką miłośniczką muzeów, szczególnie archeologicznych 🙂

    Już nazajutrz wskoczyłam do samochodu i udałam się na odkrycie nowych tajemnic Peloponezu. Jednakże nie wyobrażałam sobie zbyt wiele i nie spodziewałam się, że to konkretne muzeum zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie. Ba! żałowałam, że nie trafiłam tutaj znacznie wcześniej. A było, co oglądać!  

    Muzeum znajduje się w centrum miasta i stanowi jeden z najważniejszych obiektów klasycystycznych zachowanych do dziś na zachodnim Peloponezie. Jego budowę datuje się na koniec XIX wieku (1890) i wcześniej budynek ten służył, jako miejski market. Ten charakterystyczny zabytkowy budynek niedawno zaoferował schronienie ponadczasowemu muzeum miasta Pirgos. W roku 2005 została ukończona jego renowacja, a w kolejnych latach grupa naukowców zajęła się kolekcjonowaniem znalezisk archeologicznych i pokaźnej ekspozycji skarbów z prefektury Elis.

    Wystawa muzeum jest podzielona na 3 sekcje tematyczne o antropogenicznym charakterze: budowle, religia, ludzie/idee/artefakty, jak również na epoki historyczne. Posiada bogatą ekspozycję począwszy od czasów prehistorycznych, skończywszy na czasach post-bizantyjskich. Zwiedzając muzeum należy skierować się do pierwszej sali w prawo, w ten sposób zobaczymy ekspozycję w chronologicznym porządku.

    Obszar żyznej Elidy o umiarkowanym klimacie był zamieszkiwany już od okresu paleolitu. Odkrycia na tutejszych nizinach Elidy, w okolicy Olimpii, wskazują, że w odległej erze kamienia łupanego żyły duże ssaki i to właśnie im są poświęcone pierwsze gablotki wystawy.

    Tutaj również znajdziemy kamienne narzędzia, których ludzie niegdyś używali do polowania na zwierzęta i do uprawy roli. Pierwsze osady na tym terenie zaczęły powstawać 3000-2000 lat przed naszą erą, zachowało się sporo naczyń z tego okresu, dzięki którym możemy poznać nawyki żywieniowe ówczesnych ludzi.

    Jednym z egzemplarzy, który mnie zaintrygował był fragment wazy z okresu mykeńskiego, który przedstawia pogrzeb. Mężczyźni niosą na swych ramionach ciało zmarłego, którego złożą w grobie, za nimi podążają kobiety, płaczki, które w rozpaczy rwą swoje włosy z głów. W procesji pogrzebowej uczestniczy nawet pies, być może zmarłym jest jego właściciel? Wierny przyjaciel towarzyszył swojemu panu aż do śmierci. W muzeum jest więcej egzemplarzy, z których możemy dowiedzieć się o mykeńskich zwyczajach pogrzebowych, wiemy z pewnością, że tak jak dziś kobiety podczas pogrzebu nosiły długie czarne szaty. Na innym egzemplarzu tematycznym za procesją jest prowadzona koza, która następnie była rytualnie zabijana i spożywana podczas uczty pogrzebowej. Rzadkie malowidła nieznanego artysty przedstawiają cierpienie, smutek i żal po stracie ukochanej osoby.

    Moją uwagę przykuła również terakotowa figurka cykady (gr. τζιτζίκι/tzitziki), która od zarania dziejów towarzyszy Grekom każdego lata wydając charakterystyczne dźwięki „dź-dź tz-tz ci-ci”…

    Podczas zwiedzania muzeum mogłam podziwiać sporą część rzeźb, oraz  płaskorzeźb tworzących kiedyś imponującą świątynię Apollina Epikuriosa w Bassaj, której pozostałości ukryte są w górach Peloponezu na wysokości 1130 m n.p.m.

    Gdy w IV w. n.e. w Konstantynopolu ustanowiono nową religię, czyli chrześcijaństwo, na Peloponez również wkroczyła nowa kultura i nieznane obyczaje. Kolejna część wystawy poświęcona jest znaleziskom z kościołów okresu bizantyjskiego.

    Konwersja pogańskich Greków na nową religię trwała dość długo, a w muzeum możemy dostrzec jak te dwie kultury nawzajem się przenikały. W kolejnych wiekach na tym obszarze żyli i rządzili Frankowie, ze stolicą Księstwa Morea w Andravidzie. Jednym z okazalszych zamków, jaki po sobie pozostawili jest Chlemoutsi, w muzeum znajdziecie sporo egzemplarzy, których spora część pochodzi właśnie stąd. Jest to świetne uzupełnienie artefaktów i informacji na temat tego potężnego zamku.

    Muzeum Archeologiczne w Pirgos jest sporych rozmiarów, jeśli jesteście miłośnikami historii Grecji, zaczarowała Was świątynia w Bassaj lub poszukujecie więcej informacji na temat funcjonowania Franków na terenie Elidy, to koniecznie tu zajrzyjcie. Na spokojny spacer pośród gablotek i eksponatów zarezerwujcie sobie około 1,5 godziny.

    Dni i godziny otwarcia:

    Codziennie oprócz wtorku od 8:30 do 16:00 (ostatnie wejście o 15:45)

    Cena biletu normalnego: €4

    Cena biletu ulgowego: €2

    W okresie od 1 listopada do 31 marca ceny biletów podlegają zniżce 50%.