• Poradnik

    Urlop w Polsce, czyli czego nie ma w Grecji

    Od kilku tygodni jesteśmy na urlopie, w Polsce. Nasz malutki pokój, u rodziców, powoli zamienia się w prawdziwy magazyn. Karton na kartonie sprawiają, że mamy coraz mniej przestrzeni na tych naszych 5 metrach kwadratowych i coraz częściej zadaję sobie pytanie czy moje napady irytacji są pierwszymi objawami klaustrofobii…  Z jednej strony pragnę się pozbyć  tych licznych kartonów jak najszybciej, a z drugiej doskonale zdaję sobie sprawę, że znikną z pokoju wraz ze mną  –  w dniu wyjazdu do Grecji.

    No właśnie, na czym polega nasz urlop w Polsce? Otóż jeszcze wiele tygodni przed wyjazdem z Grecji, skrupulatnie robimy listy typu „co należy zrobić”, „co należy kupić” i czasami końca nie widać.  Często na takich listach znajdują się wizyty u lekarzy wszelakiego typu czy też wizyty u mechanika, bo nie tylko my potrzebujemy generalnego przeglądu. Druga lista w większości składa się z brakujących nam produktów spożywczych… tak to prawda J Mimo, że w Grecji jest masa pysznego jedzenia, wszelakiej maści i jedną z przyczyn dlaczego kochamy Grecję jest właśnie jedzenie, to nie ukrywamy faktu, że bardzo, ale to bardzo tęsknimy za polskimi smakami.

    Bardzo często słyszę pytanie „za czym z Polski tęsknisz najbardziej”, a ja zawsze odpowiadam „za ogórkiem kiszonym” J Mówcie co chcecie, ale nie ma nic lepszego na świecie od ogórka małosolnego 😉 I nie chodzi o to, że w Grecji nie ma sklepów w których tego typu produktów nie można kupić, chodzi o fakt, że w Polsce smakują one znacznie lepiej. To tak jak z sałatką grecką – niby ma proste składniki i też możecie ją sobie przygotować w Polsce, ale przyznacie mi rację, że nigdzie nie jest tak wyśmienita jak w Grecji, gdzie można poczuć zapach świeżego ogórka i smak słodkiego, napromieniowanego greckim słońcem pomidora, palce lizać!

    W większych miastach jak Ateny czy Patra czy też Wyspa Rodos znajdziecie kilka sklepów z polskimi i wschodnioeuropejskimi produktami, ale co w przypadku osób, które jak my, mieszkają na greckiej wsi? Pozostaje nam tylko obejść się ze smakiem i oczekiwać na kolejny, właściwie ten jedyny w roku urlop w Polsce. Wpis ten robię z myślą o osobach, które jadą na dłuższy czas do Grecji lub przeprowadzają się do Grecji na stałe tak zupełnie nieświadome co je tam czeka 😉

    Na temat tego, czego mi najbardziej brakowało podczas pierwszego dłuższego wyjazdu do Grecji zrobię odrębny wpis, a dzisiaj chciałabym się skupić na tym co hurtowo kupujemy podczas corocznego pobytu w Polsce i dlaczego.

     Być może to zabrzmi jak reklama, ale na pierwszym miejscu naszej listy znajduje się majonez Winiary oraz Kielecki, bezsprzecznie są to najlepsze majonezy na  świecie. Jeśli lubicie od czasu do czasu zrobić sobie np. sałatkę z dodatkiem majonezu, to podczas pobytu w Grecji możecie o tym zapomnieć. Nie chodzi o to,  że w Grecji majonezu brak, wręcz przeciwnie, ale pozostawia dużo do życzenia. Sałatka wykonana z dodatkiem greckiego majonezu jest idealna na wylądowanie w koszu. Niszczy cały smak pozostałych składników, bez dwóch zdań. Dlatego jeśli nie wyobrażacie sobie życia bez warstewki majonezu na kanapce, to szczerze Wam radzę spakujcie do bagażu największy z możliwych słoików i ukryjcie go głęboko w lodówce, tak by żaden Grek go nie zauważył, gdyż polski majonez jest przez nich bardzo pożądany. My postanowiliśmy zakupić takich majonezów całą zgrzewkę, to powinno Wam uświadomić  jakże cenny jest to produkt.

    Na drugim miejscu są konfitury i słoiki z przetworami naszych Mam. Co prawda w Grecji owoców i warzyw jest ponad stan, ale chyba przyznacie mi rację, że nikt inny nie robi lepiej przetworów i nie gotuje jedzenia lepiej jak własna Mama. Powie to każde dziecko, gdyż smaki z dzieciństwa i sentymenty potęgują tęsknotę za tym co od Mamy. Przyznaję się – sama nie zaprawiam słoików, ale malin w Grecji brak, tak samo jak ogórki szklarniowe to produkt niszowy. Dlatego tej zimy ponownie wywieziemy liczne słoiki z ogórkami kiszonymi, buraczkami, dżemami jabłkowymi i sokami ze słodkich polskich malin.

    Na miejscu trzecim znalazła się nasza słynna przyprawa w płynie Maggi. Nic jej nie zastąpi i mimo, że żaden oryginalny przepis grecki nie uwzględnia jej w składzie, to ja i tak używam jej by podkreślić smak, w innym przypadku np. zupa z soczewicy jest mdła i byle jaka… ale o kuchni greckiej jeszcze nie raz poczytacie na tym blogu.

    Na naszej liście nie zabrakło polskich, niezastąpionych wędlin oraz kabanosów, o których można  by pisać poematy lub też hymny narodowe.

    Kolejne miejsce to sypka Vegeta i kostki rosołowe, mimo, że coraz łatwiej je dostać w greckich supermarketach to i tak nie umywają się do naszych. Trzeba tu zaznaczyć, że produkty typu „instant” nie są i chyba nie będą popularne w Grecji i jakby nie spojrzeć to akurat jest to ogromny plus dla Greków.

    Ze względu na to, że bardzo lubię gotować polskie zupy i nie tylko, to na mojej liście znalazły się przyprawy typu: ziele angielskie, gorczyca, majeranek, kminek. Niestety szukam ich od długiego czasu i okazuje się, że ich także tu brak, lub źle szukam.

    W Grecji brakuje również dobrego masła o śmietankowym smaku. Być może wynika to stąd, iż Grecy nie zwykli jadać kanapek, chociaż chleba spożywają niemiłosiernie dużo, do wszystkiego, ze wszystkim, zawsze.  Z tego też powodu mogę się przyznać, że masła osełkowego zabierzemy bardzo dużo, co najmniej karton. Chleb grecki jest przepyszny, a połączenie masła osełkowego i świeżego, chrupiącego pieczywa – rewelka! Grecy nie wiedzą co tracą.

    Na naszej liście znalazło się też parę produktów AGD, jest to spowodowane faktem, że w Grecji moda na niektóry sprzęt przychodzi z dużym opóźnieniem. To co u nas już dawno w użytku, tam dopiero zaczynają chodzić o tym plotki, pogłoski, reklamy, a ceny są niewiarygodnie wygórowane. W wielu sklepach elektroniczny wybór jest ograniczony, przy czym często jakość jest nijaka, z tego też powodu np. zakup dobrego żelazka jest bardziej opłacalny w Polsce.

    Jeśli miałabym wskazać co w Grecji jest najdroższe to bez zastanowienia wskazałabym kosmetyki. I jest to dla mnie problem, gdyż używam ich całkiem sporo, jak na kobietę przystało 😉 Dlatego na mojej liście znalazło się kilka ulubionych kosmetyków.  Między innymi farby/szampony do farbowania włosów o trwałości do 24/28 myć, na darmo Wam szukać takich produktów, gdyż w Grecji istnieją tylko trwałe, permanentne farby do włosów.  W Grecji z reguły zaopatruję się w kosmetyki w Hondos Center i wydawałoby się, że jest tam niemal wszystko, ale ku mojemu zaskoczeniu nie ma tam np. antyperspirantu Lady Speed Stick.  Stąd też moja rada – jeśli są jakieś kosmetyki bez których nie możecie się obyć to koniecznie zabierzcie je ze sobą. Może minąć sporo czasu zanim znajdziecie ich substytuty, które odpowiadałyby Waszym kryteriom.

    Jeśli jedziecie do Grecji z pełniejszym wyposażeniem typu ulubiona poduszeczka lub kołdra to radziłabym od razu zaopatrzyć się w komplet pościeli w odpowiednim rozmiarze. W Grecji standardy sypialniane są zupełnie inne, na początku możecie być zaskoczeni, że kupno pościeli w konkretnym rozmiarze jest utrudnione. Dla przykładu w Polsce standardowa kołdra ma wymiar 140, 160, 180×200, szukanie takich wymiarów pościeli w Grecji to jak szukanie igły w stogu siana. Następnie doznacie szoku, że coś takiego jak poszewka na kołdrę nie ma zastosowania, ponieważ powszechne jest tam spanie pod prześcieradłem…

     Ostatnią rzeczą, a jednocześnie najważniejszą, którą hurtowo wywiozę z Polski to książki. Książki, książki i jeszcze raz książki, oczywiście pisane naszym ojczystym językiem. Lektura wszelakiej maści, której czytanie sprawia mi tyle przyjemności, a za razem jest źródłem wiedzy. Bez wątpienia tego „produktu” wywiozę najwięcej po tym pobycie w Polsce.

    Jak możecie sami zauważyć jest to dość obszerna lista i produktów jest dość sporo, ale czego to się nie robi by zniwelować tęsknotę za rodzinnym domem i by w końcu móc samemu, po wejściu do swojego, greckiego domu, powiedzieć „nie ma to jak w domu”.